Another: Ze śmiercią im do twarzy

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: Selien, Korekta: Alicja
  • 2012-06-01 13:05:00

Dewizą Kartezjusza było stwierdzenie myślę, więc jestem. Po seansie anime Another stwierdziłam, że do tej sekwencji powinniśmy jeszcze dodać: pozostaje tylko pytanie - czym?. Oto bowiem zapoznajemy się z uczniami klasy trzeciej-trzeciej (można to zinterpretować jako klasa 3c) lokalnego gimnazjum w małym miasteczku o nazwie Yomiyama. Właśnie dołącza do nich nowy kolega, Kouichi Sakakibara. Z powodów rodzinnych musiał przeprowadzić się do swoich dziadków i, tak jakby chciał tego los, zostanie tam tylko do ukończenia roku szkolnego. Już pierwszego dnia poznaje nowych, przychylnych mu ludzi. Niestety ich pozytywne nastawienie zmienia się, gdy niczego nieświadomy Kouichi zaprzyjaźnia się z Mei Misaki, dziewczyną przypominającą kruchą, porcelanową lalkę (i adekwatnie do tego się ubierającą). Od tego momentu ludzie z klasy odwracają się od niego, a on sam zauważa, że zachowują się dość dziwacznie. Tak jakby Mei wcale nie istniała. Ale on ją widział, co więcej, dotknął i poczuł jej ciepło. Dlaczego zatem nikt nie chce mu powiedzieć czy ona naprawdę istnieje? Co więcej, co się aktualnie dzieje? Bowiem zaczyna mieć miejsce szereg nieoczekiwanych wypadków, które zawsze kończą się śmiercią któregoś z uczniów owej feralnej klasy bądź członków ich rodzin. Zdezorientowany tym wszystkim chłopak zaczyna drążyć mroczny sekret starej szkoły. I właśnie w tym momencie dowiadujemy się o tajemniczej klątwie ciążącej na uczniach, jej genezie i skutkach - śmierci w wyniku wypadków, chorób, zabójstw, a nawet morderstw. A to wszystko w scenerii małego japońskiego miasteczka.

 

W ciągu trwania serii zostaje nam przedstawionych sporo postaci. Poznajemy m.in. ciotkę Kouichiego, a zarazem asystentkę klasowego wychowawcy, Reiko, standardową tsundere, Izumi Akazawę, będącą szefową od środków zapobiegawczych w klasie (jakkolwiek to brzmi), Teshigawarę, chłopaka w (prawie) zawsze dobrym humorze oraz nieśmiałego Yuuye Mochizuki, członka klubu plastycznego. Jednakże główna akcja zawsze toczy się wokół duetu Misaki-Kouichi, dzięki czemu widz może się dostatecznie do nich przywiązać i mieć nadzieję, że w czasie tych dwunastu odcinków nic złego  nie stanie się ani im, ani ich bliskim. A jak wiadomo, nadzieja matką głupich. Mogę z czystym sercem powiedzieć, że postaci dają się polubić, dzięki czemu z każdą koleją śmiercią mamy uczucie, jakbyśmy rozsypali na ulicy paczkę chipsów. Będzie nam po prostu ich żal. Co prawda zdarzają się wyjątki, ale są one tak sporadyczne i w dodatku spowodowane uroczą psychozą bohaterów, że będą po nas spływać jak po kaczce. A może jednak, nie…?

 

O grafice można powiedzieć tyle, że jest ona na czasie. Opanowana przez wszechobecną modę na kreskę moe. O dziwo jednak, dobrze się tu wpasowuje. W pierwszym odruchu pomyślałam:  o nie, znów kawaii panienki i chłopaczki-niziołki, ale musiałam zmienić zdanie po śmierci pierwszej z postaci. Jest bowiem grupa ludzi lubujących się w widoku wielkich jak spodki od talerzy oczu, które mają zaraz zostać wyłupane. Tła są zwyczajne, nie dostrzeżemy tu żadnych eksperymentów; jedynie szarą rzeczywistość. Nie ma też nadnaturalnych stworzeń, reklam w tle i innych tego typu dziwactw. Bogu dzięki, bo to na pewno zaszkodziło by tej serii.         

Jeżeli chodzi o muzykę, także ona stoi na przyzwoitym poziomie. Opening w wykonaniu Ali Project jest tak samo niepokojący, jak samo anime, zarówno przez pokazane w nim sceny, jak i przez charakterystyczną muzykę. Natomiast ending zmienia trochę klimat, tak jakby twórcy obawiali się, że serwują coś ciężkostrawnego i próbowali na siłę uspokoić rewolucje żołądkowe. Jak wyszło? Szczerze powiedziawszy, nudnie. W tle lecą jakieś tam smęty (z całym szacunkiem dla wykonawcy piosenki), a my patrzymy, jak po ekranie powolutku przewijają nam się nieruchome postaci w jasnej kolorystyce. Co do samej muzyki już podczas serii: jest ona dobra. To właśnie dzięki niej adrenalina skacze nam w odpowiednich momentach, dzięki niej także się wyciszamy, by znowu potem popaść w coś na kształt nerwowego wyczekiwania.

Pozostaje mi więc zadać pytanie: dla kogo seria jest przeznaczona? Z całą pewnością fani horrorów będą zachwyceni, czerwień spowija ekran bardzo sowicie i często. Polecam też ludziom, którzy chcą obejrzeć coś z tego gatunku na próbę, by sprawdzić czy nie zejdą na zawał po kilku odcinkach. Seria naprawdę dobra do przekonania się do tych klimatów (i palpitacji serca). Poza tym nie ma chyba grupy, która by nie obejrzała tego z przyjemnością (chyba, że oczekuje się super kawaii dziewczynek w sukieneczkach w kwiatki). A gdy się człowiek zaweźmie, to i nawet fanserwis tam znajdzie (przede wszystkim sceny plażowe). W końcu trzeba czymś nakarmić oczy. Ja chwilowo swoje zamykam i zapraszam do oglądania. 

 

Ocena ogólna: 7/10
Treść: 7/10
Oprawa audiowizualna: 6/10