Fairy Tail: Dla przyjaciół i pieniędzy zrobimy wszystko!

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: Vincent, Korekta: Alicja
  • 2012-06-09 18:10:00

Daleko stąd, w królestwie Fiore, istnieje zrzeszająca magów gildia, zwana Fairy Tail. Zajmuje się wspomaganiem zwykłych ludzi mocą magiczną w zamian za wynagrodzenie. Jej członkowie są najlepsi w swoim fachu. Stanowią swoisty koktajl niesamowitych postaci, specjalizujących się w najróżniejszych rodzajach magii, takich jak na przykład moc ognia, kart, elektryczności czy też magia gwiezdnych bram. Charyzmatyczni bohaterowie nie pozwolą nudzić się widzowi nawet przez chwilę.

 

Anime Fairy Tail, którego reżyserem jest Shinji Ishihira, emitowanie jest od października 2009 roku, a w języku polskim nowe odcinki pojawiają się w każdą sobotę. Powstało na podstawie mangi o tym samym tytule autorstwa Hiro Mashimy, który pomagał również w projekcie One Piece. Jak już wspominałem, opowiada o losach gildii oraz jej członków, wykonujących prace, za które otrzymują wynagrodzenie. Są to misje o różnym stopniu trudności, od prostych zleceń, takich jak pomoc w sprzątaniu, do zadań mających na celu wyeliminowanie mrocznych gildii.

 

Lucy, Erza, Gray czy Happy to tylko niektórzy z bohaterów pojawiających się już od pierwszych odcinków. Są oni nie tylko przyjaciółmi i członkami FT, ale też tworzą wraz z Natsu najsilniejszą oraz najdziwniejsza drużynę. Ci, którzy FT jeszcze nie oglądali, zapytają pewnie: dlaczego najdziwniejszą? Już odpowiadam. Natsu to mag ognia, a Gray to mag lodu. Ci dwaj po prostu są stworzeni do rywalizacji. Dyryguje nimi Erza, która chce być tzw. przewodniczką stada. Choć przewodniczka stara się być dojrzała, to jej cierpliwość także ma granice, których przekroczenie prowadzi do niezłych bójek. Zostaje jeszcze Happy i Lucy. Happy to niebieski, latający kot, którego ulubionym zwrotem jest Aye sir. Używa go czasami aż nadto często, czym denerwuje Lucy, maga gwiezdnych bram. Gdy dołożyć do tego jeszcze chorobę lokomocyjną Natsu oraz skłonności Gray’a do ściągania ubrań w nieodpowiednich chwilach, powstaje nam łatwopalna mieszanka, powodująca częste wybuchy śmiechu u widzów.

Poza pracą zarobkową bohaterów, w anime pojawiają się również inne motywy przewodnie: wyboista droga do zostania magiem klasy S, poszukiwanie zaginionych smoków oraz obrona honoru gildii. Warto starać się o rangę maga klasy S, ponieważ pozwala ona wykonywać trudne, trwające 10 lat misje lub nawet niewyobrażalnie ciężkie zadania, których ukończenie może zająć 100 lat! Oczywiście, jak na porządne, trzymające w napięciu anime przystało, kluczowe momenty znajdują się zawsze na końcu odcinka. Zarówno openingi, jak i endingi zapadają głęboko w pamięć. Bywały utwory, które nuciłem całe dnie. Jednym z nim jest szósty opening pt.: Fiesta autorstwa zespołu +Plus, szybki kawałek obrazujący odcinki, które poprzedzał.

Do grafiki nie można się przyczepić, choć widza może drażnić wprowadzenie dodatków, takich jak pojawianie się kręgów przed użyciem każdego zaklęcia przez maga. Dużo lepiej obrazuje to manga, gdzie czar wydobywa się bezpośrednio z części ciała lub przedmiotu. Oczywiście walki są efektowne, a otoczenie dzięki jaskrawym kolorom jest bardzo żywe i radosne.

Jeśli porównać mangę i anime, to od razu rzuca się w oczy przystosowanie anime dla młodszego widza. Nie zobaczymy w nim ani otwartych ran, ani wszechobecnej w mandze podczas walk krwi. Wersja telewizyjna jest według mnie aż nadto wygłaskana pod względem brutalności. Zgoda, młodszy widz, ale momenty, w których bohater, wykonawszy atak życia w niezwykle trudnej walce, wychodzi tylko zadrapany i z lekko poszarpanym ubraniem, zachowując się przy tym jak gdyby urwało mu dwie nogi i rękę, jest wg mnie lekkim przegięciem ze strony cenzora. Pomimo tych nadużyć cenzorskich, które mogą troszkę popsuć przyjemność oglądania, anime stwarza niepowtarzalny klimat. Opisując całość, trudno wiernie oddać atmosferę panującą w gildii; musiałbym pochylić się nad każdym odcinkiem z osobna. Każdy bowiem odcinek jest wyjątkowy i o każdym można by napisać wiele miłego.

Muszę jednak zaznaczyć, iż miałem dylemat czy w ogóle włączyć to anime. Kolejny wyciskacz przyjacielskich łez – komentarz, który pojawił się pod pierwszym odcinkiem, nie zachęcał miłośników wartkiej akcji do oglądania. Miałem przyjemność oglądać takie produkcje jak Bleach czy też One Piece, w których można było zaobserwować walkę w obronie przyjaźni, nie powodującą zwolnienia tempa przebiegu wydarzeń, a wręcz przeciwnie, jeszcze je przyspieszającą. Jednak prowadzenie akcji różni się diametralnie w porównaniu do FT. W FT nie ma jednego głównego bohatera, choć można myśleć, że jest nim Natsu. W FT występuje bohater zbiorowy. Cała gildia razem przeżywa przygody, śmieje się i smuci. Natomiast w Bleachu i One Piece akcja krąży wokół jednej osoby (w większości wokół Ichigo lub Luffiego). Będąc bogatszy w doświadczenie po obejrzeniu już 122 odcinków anime wiem, iż zrobiłbym błąd, nie wciskając przycisku play. Seans postanowiłem poprzedzić lekturą mangi i o dziwo pierwsze 30-40 rozdziałów nie pozwoliło mi odejść od ekranu monitora nawet na parę minut (a to już wielka zasługa autora, który dopracował fabułę tak, by wciągała czytelnika ze strony na stronę). Początkowo powolna akcja szybko przeradza się w ogrom przygód. Tak więc ów użytkownik moim zdaniem mylił się. Choć przyjaźń odgrywa tu ogromną rolę, nie jest to kolejny wyciskacz przyjacielskich łez, lecz wciągające anime, które posiada wyśmienity przekaz dla odbiorcy w okresie dorastania.

Za szybką akcję oraz różnorodnych, oryginalnie zaprezentowanych bohaterów, wśród których nie znajdzie się nawet dwóch podobnych sobie, oceniam Fairy Tail wysoko (7/10), a sama treść przygód naszych magów jest moim zdaniem bardzo dobra (8/10). Również oprawa audiowizualna otrzymuje ode mnie wysokie noty (8.5/10), może przez moją słabość do tego rodzaju muzyki.

 

Ocena ogólna: 7/10
Treść: 8/10
Oprawa audiowizualna: 8.5/10