Hen zemi: Dziwactwa dla dorosłych

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: Milina, Korekta: Alicja
  • 2012-04-24 21:10:00

A więc, drogie dzieci, najwyższa pora spać. Teraz będą rozmawiać dorośli – nudni, dziwni i niezrozumiali. Uwierzcie mi, będzie dla was lepiej, jeśli zrobicie to, co wam mówię. Pod żadnym pozorem nie oglądajcie Hen zemi. Pozostańcie niewinne, dopóki możecie.

 

Bo wiecie, dorośli czasami udają się na uniwersytety; studiują ważne i mądre kierunki jak prawo czy medycyna, ale zdarza się, że zajmują się kompletnymi bzdurami. Bywa, że uczestniczą w konwersatoriach z pornografii, słuchają wykładów o skutecznych sposobach ścinania głów gilotyną czy dyskutują o kluskach i makaronie (przykłady z życia wzięte). Ale to jeszcze nic; możemy założyć, z całkiem dużą dozą prawdopodobieństwa, że uczestnicy wyżej wymienionych zajęć nie odbiegają znacząco od normy w swoim funkcjonowaniu w społeczeństwie. Sprawa ma się zupełnie inaczej w przypadku studentów na seminarium z badań nietypowych, w skrócie Hen zemi. Już sam promotor wyglądem bardziej pasuje do Potworów i spółki, niż do sali wykładowej. A co dopiero studenci! Drugiego tak doborowego a zarazem nieszablonowego towarzystwa, można by ze świecą szukać. Niewątpliwie przodują oni w jednej kategorii: dziwaczności, ale w tym się w końcu specjalizują. Jednak, jak sami o sobie mówią, dziwność to nie jest jedynie dziedzina zainteresowań naukowych; to sposób na życie. I zgodnie z tą dewizą starają się żyć. A raczej tak żyją, bo po prostu już tacy są.

I jakie zboczenia spotkamy w Hen zemi? Cóż, chyba prędzej by było wymienić te, których tu nie zobaczymy. Wbrew pozorom nie jest skandalicznie. Nie będzie kazirodztwa ani lolitek; obejdzie się bez łamania prawa i naruszania (większości) norm społecznych. Przy całym swoim dziwactwie, problemy bohaterów są – jak na anime – dość typowe, ale jednocześnie nieschematycznie zaprezentowane. Tu fetyszyk, tam fetyszyk; prace semestralne na wyzywające, w ogóle nieistotne z punktu widzenia nauki, tematy. Na przykład referat seminarzystki, zatytułowany Puszczanie gazów podczas kąpieli, okaże się zbyt niewinny i nie zostanie zaliczony na pozytywną ocenę. A bohaterowie? Poznajemy m.in. prawdopodobnie najbardziej zwichrowanego z całej grupy człowieka-zagadkę z fetyszem niewiernych dziewczyn; yankii z niepoukładaną przeszłością; masochistkę; mangakę; pół-Japonkę, pół-Brytyjkę i.. zaraz, zaraz? Normalną dziewczynę? A jak ona, nieszczęsna, znalazła się w tym gronie? Niepojętym dla mnie sposobem, główna bohaterka, Nanako Matsuoka, bo o niej mowa, poczuła miętę do naszego człowieka-zagadki – Komugiego Musashi – i zapisała się na to samo seminarium, co on. Nie wiedziała, biedna, co czyni! Nie dość, że przez swoją zwyczajność będzie miała trudności z zaliczeniem przedmiotu, to jeszcze stanie się obiektem różnych dziwnych badań, przeprowadzanych przez współuczestników zajęć. Czego się jednak nie robi dla ukochanego…

Humor zaprezentowany w serii nieodmiennie dotyczy jednego: seksu. Choć niewątpliwie nie każdemu przypadnie do gustu, a wielu zapewne zniesmaczy, trudno nazwać komizm Hen zemi banalnym i typowym dla gatunku ecchi. Jego wyjątkowość jest jednym z największych atutów serii i wyróżnia ją spośród innych o podobnej tematyce. Anime niebezpiecznie balansuje na granicy dobrego smaku; moim zdaniem jednak jej nie przekracza. Bohaterowie są w końcu dorośli, nikomu nie robią krzywdy, a ogranicza ich jedynie – nieco wypaczona – wyobraźnia... Poza tym, od widza wymagana jest czasami odrobina wysiłku włożonego w czytanie między wierszami, by wyłapać ciekawą aluzję. Zdarzają się również parodie: filmów (E.T.), gatunków (smaczek dla yaoistek), schematów fabularnych (dziewczyna moknie na deszczu, łapie przeziębienie, chłopak ją pielęgnuje, robi owsiankę itp.). Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że nasi seminarzyści nie poszli jeszcze na całość i wielu ich perwersji nie zdążyliśmy poznać – seria liczy bowiem tylko trzynaście, o połowę krótszych niż zwykle, odcinków.

Bohaterowie nie pozwolą widzom się nudzić. Sami w sobie są ciekawymi zjawiskami do analizy i mają niebywałe pomysły. Na seminarium, zajmując się dziwactwami, tak naprawdę badają normy społeczne: sprawdzają, co jest przyjęte w ich kulturze, jak daleko mogą posunąć się w nietypowych zachowaniach i jak reagują na nie ludzie. Na dodatek niekiedy poruszają w rozmowach ambitnie tematy, na przykład dywagują o naturze wstydu, roli wyobraźni; raz na warsztat wzięli koncepcje Junga, jego teorię zbiorowej nieświadomości i poglądy na fetysze (przy Freudzie dopiero by mieli radochę!). Nie oznacza to jednak, że jest to górnolotne anime. Nawiązania tego typu są jedynie tłem dla działań bohaterów; niewątpliwie jednak nowa warstwa znaczeń dodaje uroku serii.

Co z tego, że postaci nie maja nosów i narysowane są w uproszczony sposób, skoro taka konwencja pasuje do treści? Również tła nie powalają na kolana szczegółowością, ale nie wyobrażam ich sobie drobiazgowo wyrysowanych jak np. u Makoto Shinkaia. W tym wypadku wystarczy, że projekty postaci są miłe dla oka, a ruch jest płynny i wygląda realistycznie; i tak widz prawdopodobnie bardziej skupi się na wypowiedziach bohaterów. W tym miejscu należy wyróżnić wspaniałą rolę Akiry Ishidy (m.in. Katsura w Gintamie, Xerxes Break w Pandora Hearts), który idealnie wcielił się w tajemniczego, ironicznego i pokręconego Komugiego Musashi. Poczynaniom seminarzystów akompaniuje dość niezróżnicowana ścieżka dźwiękowa – powtarza się kilka utworów, które są o tyle przyjemne, co niezapadające w pamięć. Jednak, co ciekawe, w niektórych ważnych scenach słowom bohaterów towarzyszy jedynie cisza, potęgująca ich efekt.

Powiedzmy wprost: to jest anime o seksie. Ale też o ludziach i ich skomplikowanych psychikach. Pomimo poruszania tak ważkich i chwytliwych tematów, Hen zemi prawdopodobnie nie spodoba się szerszemu gronu odbiorców. Zaryzykuję stwierdzenie, że przypadnie do gustu zdecydowanej mniejszości. Nie dlatego, że nikt prócz piszącej te słowa recenzentki i wyjątkowych erudytów nie dostrzeże walorów estetycznych wyżej wymienionego dzieła (które, swoją drogą, przełomowe wcale nie jest) i nie zrozumie jego przesłania; powodem będzie raczej zasygnalizowana już w tytule serii dziwność i śmiałość treści. Bez zastrzeżeń polecam Hen zemi tej garstce dorosłych widzów, która lubi pokręcony, nieco gorszący, zboczony humor, takiego jeszcze bardziej zboczonego rodzaju niż żarty majtkowe i cyckowe (którymi ostatnio tak chętnie częstują nas twórcy anime i które, moim zdaniem, kompletnie się już przejadły); tym, którzy wiedzą, że czasami pokazać mniej i pozostawić miejsce dla rozbudzonej wyobraźni, znaczy pokazać prawie wszystko; oraz tym, którzy nie zamiatają sprawy pod dywan i nie udają, że nie obchodzą ich szeroko pojęte ludzkie tematy – w tym głównie problemy odmienności i seksualności. Pozostałym dobrze radzę: trzymajcie się z dala od Hen zemi; miejcie słodkie, niewinnie i… ani trochę mokre sny.

 

Ocena ogólna: 7/10
Treść: 7/10
Oprawa audiowizualna: 6/10