Karas: Obrońcy świata youkai

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: Kyasarin, Korekta: vegeta391, Milina
  • 2012-05-21 19:35:00

Tuż obok nas żyją istoty zwane youkai. to duchy i inne stwory z japońskich legend oraz wierzeń. Ich świat przeplata się niezauważalnie z naszym, a mimo to ludzie zapomnieli o ich istnieniu, bardzo je przez to raniąc. Taki jest główny motyw jednego z moich ulubionych anime, zatytułowanego Karas. Jest to sześcioodcinkowa seria OAV wyreżyserowana przez Keiichiego Satou, odpowiedzialnego między innymi za popularne ostatnio anime Tiger & Bunny. Karas został wydany w 2005 r. przez Tatsunoko Production (Speed Racer, Yattaman, Sket Dance) z okazji czterdziestolecia istnienia studia. Miał stanowić swojego rodzaju podsumowanie dotychczasowych osiągnięć, a jednocześnie być dobrze zapamiętany. To eksperyment, który – w moim odczuciu – nadzwyczajnie się udał.

 

Czy można coś zrobić, by youkai żyły spokojnie i szczęśliwie? Może dla Shinjuku, jednego z najbardziej znanych okręgów Tokio, jest jeszcze nadzieja. Nim oraz zamieszkującymi go youkai opiekuje się białowłosa Yurine, mając do pomocy Karasa (karas po japońsku to kruk). Zostaje nim osoba, której dusza zawarła kontrakt z Yurine. Ma on ochraniać zarówno youkai, jak i ludzi. Jednak spokój Shinjuku zakłóca lord Eko. Wraz z swymi mechanicznymi youkai, zwanymi Mikura, wciela w życie diaboliczny plan mający na celu przypomnienie ludziom o istnieniu duchów. Wszystkiemu przygląda się druga Yurine wraz z swym Karasem, czyli narwaną dziewczyną, która potrafi nieźle wkurzyć. Obie przyglądają się akcji z boku, komentując poczynania bohaterów. Atutem serii jest wplecenie w fabułę wątku detektywistycznego oraz spowolnienie ujęć w iście matriksowym stylu, co bardzo podkreśla przenikanie się ze sobą obu światów. Cała seria opiera się, jak to zwykle bywa, na walce dobrych ze złymi. Lecz kto tu tak naprawdę ma rację: Eko czy Yurine?

Muzyka, którą skomponował Yoshihiro Ike, jest dobrze dopasowana do nastroju akcji. Gdy toczy się walka, jest szybka i dynamiczna; z kolei, gdy historia staje się mroczna i tajemnicza, buduje napięcie. Najbardziej w pamięci utkwił mi ending Selenite w wykonaniu Rurutii oraz charakterystyczny dźwięk dzwoneczków Yurine, który rozbrzmiewa, gdy dziewczyna rzuca zaklęcia lub przenosi się między światami. Na uwagę zasługuje grafika, a szczególnie sceny walki zrobione w technice 3D, które wyglądają bardzo realistyczne. Niekiedy ma się wrażenie, że postać za chwilę wyjdzie z ekranu i potnie nas swoim mieczem. Jest to chyba jedno z niewielu anime, które chciałabym zobaczyć na wielkim ekranie, a na dodatek w wersji trójwymiarowej. Kreska jest miła dla oka, a kolorystyka tworzy mroczny i zarazem tajemniczy klimat. Niekiedy razi jedynie jaskrawy róż włosów drugiej Yurine. Najbardziej zaciekawił mnie surrealistyczny dom Yurine z młyńskim kołem i dziwnie płonącym słońcem lub księżycem. Ciekawie zaanimowane też magiczne kręgi oraz momenty przemiany w Karasa, za każdym razem prezentowane inaczej. Co dla mnie jest bardzo dużym plusem, bo nie chciałabym oglądać w kółko tej samej, idiotycznej sceny przemiany, jak to bywa w niektórych anime,  szczególnie tych z udziałem magical girls.

Seria ta wymaga od widza trochę uwagi. Czasami, przez zbyt dużą ilość informacji, można się pogubić, a pominiecie jakiegokolwiek dialogu powoduje niezrozumienie fabuły. Postacie mają zróżnicowane i ciekawe, na swój sposób, charaktery; interesujące i pomysłowe stroje połączone są z oryginalnymi i nieschematycznymi osobowościami. W innych anime nie spotka się podobnych bohaterów. Myślę, że każdy znajdzie tu jakiegoś, który go zainteresuje. Pierwszy z nich to poważna, opanowana i zarazem bardzo stanowcza Yurine, której głosu użyczyła Kasumi Suzuki. Yurine ogarnia wielki smutek z powodu wojny z Eko i rannych z tej przyczyny youkai, na co może wskazywać łezka przy lewym oku na jej goglach. Jest twórcą Karasów i panią youkai tego miasta. Yurine zazwyczaj towarzyszy Yousuke Otoha (Toshihiro Wada), obecny Karas, bez zastrzeżeń wypełniający powierzone mu zadanie. Przynajmniej do momentu, gdy spotyka Nue (Keiji Fujiwara). Później targają nim dziwne uczucia, których nie potrafi zdefiniować. Nue poznajemy na samym początku historii. Jest szalonym i luzackim gościem z dredami, ale tylko z pozoru. Działa na własną rękę, mając za towarzystwo jedynie małego słodkiego youkai w żóltej pelerynie z skorupą ślimaka na plecach. Za to Lord Eko (Takahiro Sakurai) pociąga za wszystkie sznurki. Jest najstarszym Karasem, jednak dawno porzucił idee towarzyszące tej roli i zamierza zniszczyć miasto. Tymczasem do Shinjuku przybywa detektyw Kure Narumi, by rozwikłać zagadkę tajemniczych morderstw, o których wiadomo tylko tyle, że w że w ofiarach nie pozostaje ani kropla krwi. Towarzyszy mu Sagisaka, także detektyw. Wie on wiele youkai i jako jeden z niewielu wierzy w ich istnienie. Pozostaje jeszcze postać Hinaru, dziennikarki poszukującej śladów Kappa wodnego demona; odegra ona całkiem sporą rolę w historii.

Nie polecam Karasa osobom, które nie lubią dużej ilości krwi na ekranie. Niektóre sceny bardzo drastyczne i przyprawiają o dreszcze. Anime to adresowane jest raczej do osób powyżej 16. roku życia. Uważam, że seria jest prawdziwą perełką, ze względu na wyjątkową grafikę 3D i ciekawych, nieszablonowych bohaterów. W innych tego typu produkcjach tradycyjna kreska gryzie się z grafiką 3D. W Karasie nie zauważymy nawet, kiedy się zmienia. Pomimo swojej wyjątkowości, OVA może nie spodobać się niektórym widzom z powodu zawiłej akcji czy niektórych niezrozumiałych scen. Dlatego nie proponuję tej serii osobom, które chciałyby tylko odprężyć się przy oglądaniu; seans wymaga myślenia. Produkcja ta jest godna polecenia, ale jej ogólny odbiór może być zakłócony, jeśli widz nie włoży odrobiny wysiłku w oglądanie – wtedy może wydać się ona nudna. Mimo to sądzę, że niektóre rozwiązania fabularne są bardzo zaskakujące i jeśli jesteś miłośnikiem magii, walk i kryminału – Karas to anime dla Ciebie.

 

Ocena ogólna:  8/10

Treść: 6/10

Oprawa audiowizualna: 10/10