Kuroshitsuji: Yes, my lord

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: CrazyCry, Korekta: Alicja
  • 2012-06-25 21:00:00

Kuroshitsuji to anime, o którym słyszałam wiele pochlebnych (i tych mniej pochlebnych) opinii, a że lubię wiedzieć o czym wszyscy mówią, postanowiłam zapoznać się przynajmniej z pierwszą serią. Już od pierwszego odcinka wiedziałam, że historia Ciela Phantomhive’a porwie mnie na dłużej. Nie myliłam się ― wszystkie dwadzieścia cztery odcinki obejrzałam w ciągu zaledwie dwóch dni. Serial z gatunku dark fantasy i czarna komedia został wyreżyserowany przez Toshiyę Shinoharę na podstawie mangi Yany Toboso (która pod pseudonimem Yanao Rock jest również autorką mang yaoi).

Akcja rozpoczyna się w Anglii w czasach wiktoriańskich. Dwunastoletni Ciel jest inteligentnym, cynicznym i, jak na swój wiek, niezwykle dojrzałym właścicielem uznanej firmy zabawkarsko-cukierniczej, a zarazem głową wspaniałego rodu Phantomhive. Poza tym, z rozkazu królowej Wiktorii, zajmuje się również odkrywaniem tajemnic rytualnych morderstw oraz nadnaturalnych spraw. Po stracie rodziców chłopiec zaprzedaje duszę demonowi w zamian za służbę oraz pomoc w dokonaniu zemsty. Jego nowy lokaj potrafi niemal wszystko. Świetnie radzi sobie zarówno z prowadzeniem posiadłości, jak i z rozwiązywaniem kryminalnych zagadek. Ponadto ma nienaganne maniery, jest wysokim, przystojnym mężczyzną, zawsze elegancko ubranym w klasyczną czerń. Obserwowanie wzajemnych relacji pana i władcy jest według mnie najciekawszym aspektem tego anime. Wbrew pozorom trudno stwierdzić, który z nich ma władzę nad drugim.

Wydarzenia dramatyczne i wzruszające w Kuroshitsuji doprawione są szczyptą humoru, niczym curry Sebastiana czekoladą, co daje zaskakująco smakowity efekt. Zabawnym elementem jest obecność dość niezdarnej służby: ogrodnika Finny'ego, pokojówki Meirin, kucharza Barda i kamerdynera Tanaki. Jak się później okazuje, mają oni dla fabuły większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać, a rozśmieszenie widza nie jest ich jedyną funkcją. Historia i psychologia postaci drugoplanowych jest nieźle rozbudowana i znacząca. Niektóre sceny przedstawiają kiczowaty, dziecinny humor, który prawdopodobnie miał na celu rozbawienie mniej wymagających widzów. Dobrym przykładem jest walka Sebastiana z wielkim ogarem w ósmym odcinku. W tamtym momencie nawet najgłupsza postać drugoplanowa zorientowałaby się, że lokaj Ciela nie jest człowiekiem. Moim zdaniem jest to ujmą dla klasy i uroku serii.

Postać Sebastiana jest zbyt wyidealizowana. Kocham go, aczkolwiek momentami  na myśl nasuwa się skojarzenie z pewnym sławnym, tandetnym wampirem, znanym z amerykańskiej powieści. Trzeba przyznać, że głównie on przyciąga nas przed ekrany. Mieszanka mroku i klasy z wymuszonym humorem może okazać się wybuchowa i nie każdemu przypaść do gustu. Fabuła miejscami się nie klei, jest niespójna, zagmatwana i przekombinowana. Uwielbiam natomiast moment w bodajże dziewiątym odcinku, gdy zdesperowany by zrobić Sebastianowi zdjęcie (by ujrzeć najbliższą mu osobę) Ciel rozkazuje roztrzepanemu, lecz niezwykle silnemu ogrodnikowi rzucić w siebie figurą anioła. W ostatniej chwili lokaj zasłania go własnym ciałem. Przez chwilę patrzą sobie w oczy. Za plecami Sebastiana widnieją skrzydła rozbitej rzeźby, co nadaje demonowi wygląd anioła. Nie kupuję również motywu z Pluto ― gigantycznym, ziejącym ogniem psem, który najpierw siał postrach w pewnej wiosce, a następnie przeniósł się do rezydencji Phantomhive, gdzie hobbistycznie zamieniał się w człowieka i biegał nago po całym domu. Nie dane mi było jeszcze przeczytać mangi, ale słyszałam, że w niej ta postać nie występuje, co stanowczo zachęca mnie do sięgnięcia po papierowy pierwowzór.

Tym co przyciąga uwagę, z pewnością jest niekonwencjonalna tematyka i fabuła, ciekawe dialogi i fenomenalna grafika, którą zawdzięczamy, rzecz jasna, ładnej kresce. Bardzo starannie oddane szczegóły strojów, roślinności i architektury cieszą oko widza podczas oglądania serii. Niepowtarzalny klimat dziewiętnastowiecznej Anglii stwarza genialna, nastrojowa oprawa muzyczna. W roli openingów wykorzystano fragmenty utworu Monochrome no Kiss zespołu SID. Klipy, które widz ogląda na początku każdego odcinka są utrzymywane w mrocznym klimacie, piękne i adekwatne do treści anime, jednak zbyt sugestywny tekst piosenki prawdopodobnie narobił złudnych nadziei niejednej yaoistce. Drugi klip do openingu zapunktował u mnie pokazaniem większej ilości postaci ― w pierwszej dominowali Sebastian i Ciel. Piosenka do pierwszego endingu ― I'm alive zespołu BECCA ― bardzo mi się podoba, ale nijak ma się do fabuły serii, ponadto jest zbyt energiczna. Rozwiewała pod koniec co smutniejszych odcinków ogarniającą mnie melancholię, którą nad wyraz sobie cenię. Towarzyszące jej scenki z życia codziennego we dworze Ciela w formie chibi były pocieszne i bardzo sympatyczne. Drugi ending jest w porządku ― krótki, konkretny, ładny.

Podsumowując, uważam że pierwsza seria Kuroshitsuji jest warta obejrzenia, jednak jeśli po kilku odcinkach fabuła nie wciągnie widza, może on bez żalu odpuścić sobie oglądanie całości. Polecam ją fanom fantasy, z dystansem do świata i poczuciem humoru pozwalającymi na śmianie się z niewyszukanych żartów. Po rozmowach na temat tego anime z ludźmi w różnym wieku, zauważyłam, że prawdopodobnie bardziej przypadnie ono do gustu młodszym odbiorcom.

 

Ocena ogólna: 7
Treść: 6
Oprawa audiowizualna: 8