Samurai Champloo: O feudalnej Japonii, gdzie rządzą hip-hop i samurajowie

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: Saru, Korekta: Alicja
  • 2012-05-07 12:15:00

Samurai Champloo przykuł uwagę widzów, odkąd tylko wyemitowano w maju 2004 r. pierwszy z jego dwudziestu sześciu odcinków. Od tamtej pory anime stale zaskarbia sobie nowych fanów, czemu nie można się dziwić, bowiem reżyserem tej znakomitej, jak dla mnie, serii jest sam człowiek legenda – Shinichiro Watanabe (znany głównie z kultowego Cowboy’a Bebopa, a obecnie pracujący nad Sakamichi no Apollon). Do dziś na podstawie niezwykłego Samuraja… powstały dwie mangi i gra na PS2.

 

Wyjątkowość serii polega przede wszystkim na tym, że jest pełna kontrastów. Już sam tytuł, który tłumaczy się jako Skreczujący Samuraj, wzbudza kontrowersje. Jako że jestem fanką zarówno anime, jak i hip-hopu, obawiałam się połączenia tych dwóch elementów; poprawka – nie sądziłam, że jest w ogóle możliwe. Zanim zaczęłam oglądać, pomyślałam: Czy takie coś mogło się udać? Postanowiłam się przekonać i nie żałuję. Seria jest naprawdę wyjątkowa i z pewnością zasługuje na uwagę.

Akcja toczy się w okresie Edo (1603-1868) za rządów Tokugawów, jednak pojawia się wiele rzeczy z czasów nam współczesnych. W świecie samurajów goszczą elementy kultury hip-hopowej, m.in. graffiti i beatbox, a styl walki jednego z głównych bohaterów momentami do złudzenia przypomina breakdance. Anime opowiada historię trójki na początku obcych sobie osób. Ich losy splatają się i wraz z upływem spędzonego razem czasu początkowi nieznajomi stają się przyjaciółmi. Fuu to niezdarna dziewczyna, pragnąca spełnić swoje marzenie. Na drodze ku temu towarzyszą jej Mugen i Jin, będący swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Pierwszy jest porywczy i dziki, drugi zaś opanowany i przywiązany do zasad. Mają ochotę stoczyć ze sobą pojedynek na śmierć i życie, jednak los chciał, że będą wspólnie wędrować. Wydawać by się mogło, że połączenie tej trójki to istne szaleństwo, które nie wróży nic dobrego; jest jednak zupełnie inaczej. Ludzie nie mający ze sobą prawie nic wspólnego, z czasem stają się niczym rodzina, a ich więzi się zacieśniają. Są gotowi zrobić dla siebie wszystko.

Gdy poznajemy piętnastoletnią Fuu, pracuje w herbaciarni. Pewnego dnia przychodzi jej obsługiwać syna miejscowego prefekta, który wraz z grupą swoich sługusów, robi co mu się żywnie podoba. Dziewczyna potyka się i przez przypadek oblewa klienta; zdenerwowany każe wymierzyć jej karę. Jego ludzie już ostrzą katany, kiedy z ratunkiem przychodzi nieokrzesany samuraj Mugen. Pomaga on dziewczynie w zamian za darmowe jedzenie. Szybko pokonuje oprawców, a synowi daimyoo łamie palce. W herbaciarni Mugen napotyka spokojnego i zrównoważonego Jina, z którym wdaje się w walkę. Nie udaje im się doprowadzić jej do końca, ponieważ miejsce zostaje podpalone, a oni sami schwytani. Trafiają do więzienia, a następnego dnia mają zostać zabici. Dzięki pomocy Fuu udaje im się rozgromić straż w efektownej walce i uciec. Dziewczyna w zamian prosi ich, aby towarzyszyli jej w drodze i pomogli znaleźć samuraja pachnącego słonecznikami. Fuu niewiele zdradza na jego temat, a Mugen i Jin nie kwapią się, by ruszyć razem w wyprawę. Ostatecznie rozwiązują sprawę poprzez rzut monetą. I tak rozpoczyna się ich wspólna podróż.

Jeśli chodzi o grafikę, to myślę, że jest ona na naprawdę wysokim poziome. Sceny walk, moim zdaniem istotne w anime o samurajach, są bardzo dobrze dopracowane. Postaci narysowane są w ciekawy sposób, a ich ruch jest płynny i przemyślany. Daję plus za przyłożenie się do dalszej scenerii (drugi plan nie jest byle jaki i nie zlewa się w jedną niezróżnicowaną masę) oraz za wzięcie pod uwagę nie tylko bohaterów pierwszoplanowych, ale też tych pobocznych (ich kreska nie jest gorsza). Kolorami dominującymi są brąz i czerwień. Uważam, że również oprawa muzyczna jest świetna. Rapowy opening jest trochę dziwny, ale szybko wpada w ucho. Piosenka końcowa z pewnością przypadłaby większości do gustu ze względu na swoją normalność. Natomiast w odcinkach podkłady muzyczne są bardzo dobrze wkomponowane i nie gryzą się z resztą świata przedstawionego. Raz występuje nawet samuraj, który beatbox’uje, co mnie bardzo rozśmieszyło. Prawdę mówiąc, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, to nie mam się do czego przyczepić.

Treść również nie pozostawia wiele do życzenia. Wszystko jest w miarę spójne i logiczne. Jedyną rzeczą, której nie mogę zdzierżyć, jest fakt, iż Mugen i Jin, pomimo swoich charakterów, w ogóle wyruszyli wraz z Fuu. Spodziewałabym się, iż zostawią ją lub zabiją (ale to taki szczególik…). Rozwój akcji jest trochę nietypowy, bo o bohaterach dowiadujemy się czegoś więcej dopiero pod sam koniec, co nie znaczy, że pierwsze odcinki są nudne i bezsensowne. Fuu na temat samuraja pachnącego słonecznikami też niewiele zdradza, ale wszystko wyjaśnia się w swoim czasie.

Seria naprawdę potrafi wciągnąć. Kreska i ścieżka dźwiękowa przypadły mi do gustu, więc anime oglądało się przyjemnie, bez wmuszania w siebie kolejnych odcinków. Jestem zachwycona i mile zaskoczona, że udało się połączyć feudalną Japonię i kulturę hip-hopową, co z pewnością nie było łatwym zadaniem. Bardzo polubiłam również bohaterów, których na długo zapamiętam. Pomimo scen przepełnionych humorem jest też parę poważniejszych wątków (choć, być może, lubię się ich po prostu doszukiwać). Poruszone są tematy spełniania marzeń i długiej drogi, jaka do tego prowadzi oraz dotrzymywania złożonych obietnic. Nie zabrakło też tych gorszych elementów świata współczesnego, jakimi są: burdele, narkotyki i alkohol. Przedstawiono je jednak w wyjątkowo łagodny sposób. Seria jest niezwykła, dzięki łączeniu kontrastowych elementów. To właśnie one nadają smaku całej historii.

Anime polecam każdemu, kto nie boi się nowych doznań i jest na nie otwarty. Nie warto się zrażać ze względu na hip-hopowy klimat, seria powinna przypaść do gustu nawet tym, którzy nie są fanami tej subkultury; poza tym szkoda by było skreślać dobre anime z powodu własnych uprzedzeń. Podsumowując: Samurai Champloo to kawał świetnej roboty (jak na Shinichiro Watanabe przystało), któremu nie będę skąpić w ocenie.

 

Ocena ogólna: 9/10

Treść: 9/10

Oprawa audiowizualna: 10/10