Sekai-ichi Hatsukoi: Romans o zapachu świeżego druku

  • Dodał: Milina, Autor recenzji: Selien, Korekta: Alicja
  • 2012-04-24 20:50:00

Pierwsza miłość zazwyczaj jest niewinna i nieodwzajemniona, ale także piękna jak pąk rozkwitającej róży. Początkowe, nieśmiałe spojrzenia, palące rumieńce i ogromne szczęście przy akceptacji krępującego wyznania. Lecz co zrobić, gdy te wszystkie rzeczy dotyczą dwóch facetów? Ano, właśnie…

Ritsu Onodera dopiero co odszedł z wysokiego stanowiska w rodzinnej firmie wydawniczej. Chcąc udowodnić, że sam potrafi daleko zajść, zatrudnia się w dużej korporacji jako redaktor. Pech jednak chciał, że trafił do działu, o którym nie miał najmniejszego pojęcia, gdyż wcześniej jego domeną była literatura. Mamy okazję oglądać go, zmuszonego do codziennego obcowania z mangami shoujo. Czy można wyobrazić sobie większe zmieszanie, niż zmieszanie mężczyzny umieszczonego w świecie dzieweczek? Na pierwszy rzut oka oddział wydaje się być przerażająco różowym miejscem, napakowanym po brzegi laleczkami, kwiatuszkami i wszystkim tym, z czym przeciętnemu chłopakowi kojarzą się wyobrażenia małych dziewczynek. Ponadto, wygląd tego miejsca zależy od bliskości terminów oddania projektów do drukarni, według prostego schematu: początek miesiąca -  dobre życie, dobre humory, dobry wygląd (nie tylko chłopaków, ale i biura) utrzymują się na  100% poziomie. Lecz z każdym dniem ta wielkość maleje do 5-15%, by w końcu dojść do granicy smrodu, głodu i rozpaczy. W dodatku jednym ze współpracowników Ritsu okazuje się być jego szkolna miłość, Masamune Takano, od którego uciekł bez wyjaśnienia ponad dekadę temu. Od tamtej pory nie chciał mieć z nim nic do czynienia. Na nieszczęście dla niego, Takano nadal darzy go uczuciem, co więcej, postanawia go zdobyć. Lecz czy mu się to uda? Podczas serii obserwujemy także perypetie sercowe kolegów z wydziału Onodery: Yoshiyuki Hatoriego oraz Shouty Kisy. Pierwszy, małomówny i odpowiedzialny, czuje miętę do jednego z najpopularniejszych, ale i najbardziej roztrzepanych autorów shoujo, którego dziełami zawodowo się opiekuje, nie szczędząc przy tym krytyki. Natomiast drugi, o aparycji licealisty (notabene ma trzydzieści lat), wzdycha do poczciwego, dość głupiutkiego (i, nawiasem mówiąc, niesamowicie przystojnego) ekspedienta jednej z sieci księgarń.

Przez niemal całe dwanaście odcinków jesteśmy świadkami zarówno utartych schematów typu zazdrosny przyjaciel z dzieciństwa czy nigdy o tobie nie zapomniałem, jak i uroczej, raczej wiarygodnej ewolucji uczuć (oczywiście zdarzają się momenty-wyjątki, podczas których można zacząć się zastanawiać, za kogo właściwie twórcy uważają żeńską widownię). Większość postaci od razu da się polubić a zwłaszcza głównego uke (tak tak, to Ritsu), pracującego w wydawnictwie. To, co wyróżnia go spośród setek innych to takie szczegóły, jak chociażby własne zdanie, zadziorny charakter i ośli upór. Ma on oczywiście momenty, w których zachowuje się do bólu kanonicznie, ale można na to przymknąć oko i rozkoszować się niestandardową konstrukcją akurat tego typu postaci. Mała rzecz, a cieszy. Takano za to jest spokojny i oddany pracy. Mówi się, że nigdy nie robi nic na pół gwizdka ani w zawodzie, ani w życiu prywatnym; że rozkręcił w rok jedno z niszowych wydawnictw oraz że jest podrywaczem. Te i wiele innych legend o nim krąży po całym artystycznym półświatku, w którym przyszło mu się obracać. Wraz z upływem odcinków zyskałam pewność, że nie jest on tak interesującym bohaterem jak Onodera, lecz trzeba przyznać, że pała do niego głębokim i szczerym uczuciem.

Grafika jest niezła. Autorka mangi ma swój własny styl rysowania, który studio dobrze oddało i chwała mu za to. O dziwo, dosyć kanciasta kreska nie robi tu tak złego wrażenia, jak można by się spodziewać. Trzeba jednak zważać na to, że tu przedstawiciele płci brzydkiej bynajmniej nie są bishounenami. Zresztą, płeć piękna również mogłaby się poskarżyć. Nie wyobrażam sobie jednak akurat tych historii w oprawie z błyszczącymi gwiazdkami w oczkach i niemalże żeńskimi proporcjami ciał mężczyzn. Tła są ładne, proste budynki przeplatają się ze szczegółami dotyczącymi na przykład plakatów porozwieszanych w wydawnictwie i pieczołowicie oddanymi okładkami mang, nad którymi chłopaki pracują. Oprócz tego są tu również smaczki dla tych, którzy zapoznali się z serią Junjou Romantica. Co więcej, kilka razy nawet postaci z tego anime pojawią nam się na ekranie, czy to w metrze, czy na ulicy.

Jeżeli chodzi o stronę muzyczną, opening przedstawia się niesamowicie, hm..  słodko? Chyba takie było zamierzenie, gdyż przed ekranem ciągle latają gwiazdki, serduszka, charakterystyczne misie i króliczki, a to wszystko na różowiutkim tle. Było to na tyle denerwujące, że za każdym razem nie mogłam się powstrzymać przed jak najszybszym przewinięciem tego wytworu, a co za tym idzie, nie byłam w stanie słuchać piosenki. Aczkolwiek osobno nie jest taka zła, skoczna i pozytywna. Poza tym żaden, absolutnie żaden utwór nie zapadł mi w pamięć. A to chyba źle. Wiemy, że z drugiej strony nie można zrobić tak, by muzyka zakłócała odbiór scen, ale ludzie, bez przesady. Natomiast ending przedstawia się już przyzwoicie. Piosenka Ashita, Boku wa Kimi ni Ai Wakaby wpasowuje się idealnie w przedstawione tam wydarzenia, min. z przeszłości Masamune i Onodery.

Całokształt jest dobry, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że bardzo dobry. Relacje między postaciami analizuje się przyjemnie, a odrobina fanserwisu powoduje uniesienie kącików warg. Kolejnym pozytywnym zjawiskiem w tym anime są kobiety. I to nie w śladowych ilościach, lecz w proporcjach mniej więcej 1:2. Nie zdarzają się tak często jak w innych seriach, ale musimy wziąć jednak pod uwagę, że to - delikatne co prawda, ale ciągle - yaoi (lub jak kto woli - bardziej zaakcentowane shounen-ai). Komu więc polecam tę serię? Przede wszystkim tym, którym spodobało się Junjou Romantica, fanom związków męsko-męskich oraz ludziom bez uprzedzeń, lubiącym dobre romanse i, ewentualnie, osobom ciekawym jak wygląda praca w wydawnictwie, gdyż większość akcji toczy się właśnie w nim. Homofobom polecam trzymać się z daleka. Mi natomiast pozostaje zabierać się za oglądanie drugiej serii.

 

Ocena ogólna: 8/10
Treść: 7/10
Oprawa audiowizualna: 6/10